NIE                  „Wiedzę możemy zdobywać od innych, ale mądrości musimy 

                                                                                                  nauczyć się sami.” – Adam Mickiewicz

dla szczepień!

Moje analizy i przemyślenia

Epidemia różyczki – prawda czy fałsz?

28.07.2013

SKĄD MEDIA CZERPIĄ SWOJE STATYSTYKI ODNOŚNIE ZACHOROWAŃ CZY EPIDEMII??????
Czy te dane są w ogóle prawdziwe, czy są wyssane z palca i wykreowane na potrzeby sztucznego nakręcania strachu. Po licznych artykułach donoszących o fałszowaniu danych testów na lekach itd. to również śmiem twierdzić, że dane statystyczne są także sztucznie kreowane, czy naginane do miana epidemii. Tak analizowałam ostatnio pojawiające się w mediach informacje (koniec marca i początek kwietnia) na temat „epidemii” różyczki w Polsce i co przykuło moją uwagę…………. a więc np. Teleexpress podał, że zachorowalność na różyczkę w ostatnich latach wzrosła 10-cio krotnie, natomiast z Pytania na Śniadanie można się było dowiedzieć, że zachorowalność na różyczkę wzrosła 5-cio krotnie. I kto ma racje? Czy korzystali z tych samych statystyk? W stosunku do populacji dzieci z całego kraju 10-cio czy 5-cio krotny wzrost spowodowałby duże rozbieżności liczbowe!?

 

Kolejnym ciekawym spostrzeżeniem było to:
- pytanie redaktora: „5-cio krotny wzrost zachorowania na różyczkę, czy mamy do czynienia z epidemią w tej chwili?
- dr Feleszko: „No każdy wzrost ilości zachorowań wyższy niż ten który jest oczekiwany – jest nazywany przez epidemiologów – epidemią….”
Więc ja się pytam, na jakiej podstawie OCZEKUJĄ oni, jaka będzie liczba zachorowań w danym roku? Czy oni moje dziecko zaliczą do tych, że akurat w tym roku zachoruje, albo nie zachoruje, albo zachoruje za 2 lata, albo wcale nie zachoruje? Ja jako matka i najlepiej poinformowana osoba o stanie zdrowia swojego dziecka tego nie wiem, a ktoś obcy nie znający w ogóle mojego dziecka czy dzieci będzie szacował czy one zachorują czy nie w danym roku? Skąd oni to wiedzą co się będzie działo z moim dzieckiem. I takie same pytania może zadać sobie każdy z Was w stosunku do swoich dzieci. Więc nie da się OCZEKIWAĆ i PRZEWIDZIEĆ czyjejś choroby bo nawet gdyby taki epidemiolog robiący takie szacunki znał moje dziecko bardzo dobrze i stan jego zdrowia to przecież nie jest w stanie wywróżyć mu, że w tym roku zachoruje na świnkę, za 3 lata na ospę a za 5 na różyczkę, żeby jego osobę włączyć do statystyki prognozowanej i ”oczekiwać”, że to co wypisałam wystąpi naprawdę.
Więc skoro te oczekiwane dane są patykiem na wodzie pisane i liczba zachorowań na daną chorobę jest fikcyjna to liczba zachorowań przewyższająca tę fikcję czyli epidemia jest również FIKCJĄ.
I teraz spotykają się rodzice i wymieniają między sobą informacje i okazuje się, że ich dzieci są zdrowe, nie słyszeli o licznych i nagminnych przypadkach zachorowań, więc to co podają media potwierdza jedynie fikcyjność epidemii.
Po co zwykłemu rodzicowi zaplątać głowę jakimiś statystykami? Jak moje dziecko zachoruje, to trudno, a nawet dobrze bo będzie miał już chorobę z głowy, wyzdrowieje i życie toczy się dalej, dla mnie i dla dziecka nic strasznego się nie stało, prawda?

(Oczywiście, ktoś może mi zarzucić, że jestem wyrodną matką i życzę dziecku np. świnki, ale proszę sobie wyobrazić, że dziecko przejdzie taką infekcję łagodnie i będzie miał już tę chorobę za sobą. A co by było gdybym tak broniła się przed tą świnką i syn w dorosłym życiu zachoruje na nią, co może skutkować bezpłodnością, to będzie tragedia dla jego rodziny, że nie będzie mógł mieć dzieci i dla mnie jako jego matki, że nie będę miała wnuków. Co jest lepsze? A tak w ramach informacji to ja nie byłam szczepiona na świnkę i chyba ją przechodziłam, bez żadnych powikłań bo nawet mojej mamie trudno jest sobie przypomnieć czy ją miałam, a np. mój kompletnie zaszczepiony mąż – w tym na świnkę – tak ciężko ją przechodził, że 2 razy zemdlał i pamięta tę chorobę do dzisiaj………….. czy to nie daje do myślenia……. To samo może tyczyć się różyczki w przypadku dziewczynek. Jak taka dziewczynka przechoruje różyczkę to będąc później kobietą w ciąży nie będzie miała powodu do strachu przed nią. Rodzice są odpowiedzialni za dziecko nie tylko do 18 roku życia, ale za całe ich życie. Jak będziemy nasze maluchy bronić przed chorobami wieku dziecięcego to możemy zafundować im po prostu większe cierpienia i strach w dorosłym ich życiu)

A co spowoduje u rodzica medialnie podane słowo „EPIDEMIA”?????? Strach, strach i jeszcze raz strach i taki rodzic w napięciu oczekuje jakby miał nastąpić Armagedon w jego rodzinie, popłoch, pyta o szczepienia, unika kontaktu z innymi dziećmi i ogólnie zachowuje się jak bezbronny zwierzak na którego ma napaść jakaś hiena i go pożreć.
Rodzice!!! Zamiast włączać TV i inne media, oglądać i przeżywać te „przerażające” dla Was newsy – włączcie lepiej własne myślenie. Jak człowiek zacznie samodzielnie myśleć to zafunduje swojej rodzinie wszystko to co najlepsze, będzie wiedział z jakich źródeł ma czerpać przydatne informacje aby jego rodzinie żyło się zdrowo, a jak zdrowie dopisuje to i ogólna radość i szczęście są spotęgowane w takiej rodzinie. A jak to mówią: Zdrowe dzieci to szczęśliwe dzieci………. i rodzice też!!!

A tutaj te relacje, które należy potraktować z przymrużeniem oka:

Jednak 2 miesiące później gdy Amerykanie zaczęli ostrzegać kobiety w ciąży przed wyjazdem do Polski to nasze media i władze sanitarne zdobyły się na odwagę i postanowiły wyłożyć kawę na ławę, przyznając że te dane, które podają są tylko danymi PRZYPUSZCZALNYMI, a nie STATYSTYCZNYMI i sami nie wiedzą ile jest tej „prawdziwej” różyczki w całej zgłaszanej różyczce, a faktyczne dane mówią, że: w Polsce w 2008 roku były 2 przypadki różyczki wrodzonej, a w 2010 – 1
- Amerykańscy eksperci ostrzegają kobiety w ciąży przed podróżą do Polski. Powód – Amerykańskie Centrum Kontroli Chorób uznało, że w naszym kraju panuje epidemia różyczki – choroby śmiertelnie groźnej dla płodu. Dlaczego do tej pory w Polsce nikt nie bije na alarm i nie ostrzega ciężarnych kobiet o tym.

- Różyczka to choroba zakaźna, niebezpieczna zwłaszcza dla kobiet w ciąży

- Dorota Wierciszewska (Klinika Pediatrii i Żywienia, Instytut „Pomnik” Centrum Zdrowia Dziecka): „Znajomość jej wynika z książek niż z tego, że się ją spotyka w gabinecie”.

- To gdzie ta epidemia? Od stycznia do połowy czerwca tego roku, Państwowy Zakład Higieny zarejestrował 32.000 podejrzeń, to 10 razy więcej niż w tym samym okresie roku ubiegłego.

- Dr Iwona Paradowska-Stankiewicz (Krajowy Konsultant ds. Epidemiologii): „Jaki odsetek różyczki jest w tej zgłoszonej różyczce to jest trudno powiedzieć, aczkolwiek to jest na pewno bardzo niski odsetek….”

- ……bo żeby mieć potwierdzenie, należy wykonać badanie krwi……..

- Prof. Andrzej Horban (Wojewódzki Szpital Zakaźny w Warszawie): „Taki test kosztuje od 20-30 zł. Lekarz POZ-tu już nie wykonuje – takiego badania bo przekracza to jego możliwości finansowe…”

- ……ale Państwowy Zakład Higieny Światowej Organizacji Zdrowia przekazuje nie dane faktyczne a przypuszczalne.

- Jeżeli Amerykanie by znali faktyczny stan zachorowań w Polsce na różyczkę, problemu by nie było?
- Dr Iwona Paradowska-Stankiewicz (Krajowy Konsultant ds. Epidemiologii): „Jest to pewne prawdopodobieństwo, tak, myślę że bardzo przerazili się tą liczbą….”

- Na koniec faktyczne dane: w Polsce w 2008 roku były 2 przypadki różyczki wrodzonej, a w 2010 – 1.


Źródło: http://www.ipla.tv/2013-06-26-falszywa-epidemia/vod-5719387

Dodaj komentarz


Darmowe strony internetowe dla każdego