NIE                  „Wiedzę możemy zdobywać od innych, ale mądrości musimy 

                                                                                                  nauczyć się sami.” – Adam Mickiewicz

dla szczepień!

Artykuły z lektorem elektronicznym


Holandia - Troje dzieci zmarło po podaniu szczepionki Prevenar (06.11.2009)

Holenderskie władze zawiesiły stosowanie u dzieci jednej z partii szczepionki Prevenar przeciwko pneumokokom. Ostatnio w krótkim czasie po zaszczepieniu preparatem zmarła trójka niemowląt - podaje Reuters.

Preparat Prevenar (w Stanach występujący pod nazwą Prevnar), produkowany przez największą firmę farmaceutyczną świata Pfizer, jest jedną z najczęściej podawanych szczepionek na świecie. W zeszłym roku producent sprzedał preparat za prawie trzy miliardy dolarów. Szczepionka stosowana jest również w Polsce.

Rzecznik holenderskiego Instytutu Zdrowia RIVM powiedział, że rocznie zdarzało się około 5-10 zgonów po otrzymaniu szczepionki. Jednak teraz w krótkim czasie nastąpiły trzy zgony noworodków. - Jest to bardzo niepokojące, więc postanowiliśmy zawiesić całą partię preparatu - powiedział rzecznik.

Rzeczniczka firmy Pfizer zapewnia, że w sprawie śmierci noworodków wszczęto dochodzenie, ale jak na razie nie wykryto żadnego związku pomiędzy podaniem szczepionki Prevenar a późniejszymi zgonami. Na razie zawieszono całą partię preparatu - 110 tys. dawek - z której pochodziły szczepionki podane zmarłym dzieciom.

Co do pozostałych partii preparatu nie ma żadnych zastrzeżeń. Dlatego też będzie on nadal podawany dzieciom.

Źródło: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Troje-dzieci-zmarlo-po-podaniu-popularnej-szczepionki,wid,11664373,wiadomosc.html?ticaid=110af2&_ticrsn=3

Argentyna - zmarło 14 dzieci, na których testowano szczepionkę przeciwko pneumokokom (11.07.2008)

Przynajmniej 12 dzieci, które brały udział w testach klinicznych szczepionki przeciw pneumokokom, zmarło w ciągu ostatniego roku w Argentynie - poinformowała argentyńska prasa.

Badania były finansowane przez światowego giganta farmaceutycznego - firmę GlaxoSmithKline. Prowadzono je na dzieciach z biednych rodzin.

Od 2007 roku do badań włączono 15.000 maluchów poniżej 1 roku życia, z trzech argentyńskich prowincji - Mendozy, San Juan i Santiago del Estero.
Jak mówi Juan Carlos Palomares - przedstawiciel Argentyńskiej Federacji Pracowników Służby Zdrowia (w skrócie FeSProSa), krewni dzieci są w większości przypadków ludźmi żyjącymi w biedzie, wielu z nich nie potrafi czytać i pisać. Według niego, na krewnych dzieci naciskano i zmuszano ich do podpisywania formularzy zgody. Działo się to bez żadnej kontroli ze strony państwa i nie było zgodne z minimalnymi wymogami etycznymi - uważają członkowie FeSProSa.
Zmarło tylko 12 dzieci w całym kraju. Jest to bardzo mała liczba, jeśli porównać ją z liczbą zgonów z powodu infekcji oddechowej wywołanej pneumokokami - komentuje pediatra Enrique Smith, jeden z koordynatorów badań. Pneumokoki to pospolite bakterie, które wywołują zapalenie płuc. Są szczególnie groźne dla małych dzieci, osób starszych i z osłabioną odpornością, u których mogą prowadzić do groźnych dla życia powikłań, jak sepsa, czy zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych.
Wiadomo tymczasem, że w jednej z najbiedniejszych prowincji kraju - Santiago del Estero, testy zaaprobowano w czasie, gdy brat lekarza, Juan Carlos Smith, pełnił tam funkcję ministra zdrowia.
Pomimo ujawnienia sprawy, testy nad szczepionką trwają nadal, a osoby za nie odpowiedzialne wypowiedziały się dla gazety "Critica", że "procedury badawcze są prowadzone zgodnie z prawem".
Wiele osób chciało zrezygnować z badań, ale im nie pozwolono; zmuszano je do dalszego udziału grożąc, że jeśli odejdą nie dostaną żadnej innej szczepionki - mówi Julieta Ovejero, cioteczna babka jednego z szóstki dzieci, które zmarły w Santiago del Estero.
Jak ocenia pediatra Ana Maria Marchese, która pracuje w szpitalu dziecięcym w stolicy prowincji, w której prowadzi się testy, ponieważ firma nie może prowadzić takich eksperymentów w Europie i USA, wybiera w tym celu kraje Trzeciego Świata. Oprócz Argentyny, GSK wytypowała też do badań Kolumbię i Panamę.
Według przedstawicieli FeSProSa, "za udział jednego dziecka w badaniach płacono 8 tys. dolarów, ale z pieniędzy tych nie skorzystała ani prowincja, która prowadzi placówki użyteczności publicznej, ani personel medyczny prowadzący własne badania".

Źródło: http://wiadomosci.wp.pl/kat,18032,title,Zmarlo-12-dzieci-na-ktorych-testowano-szczepionke,wid,10147920,wiadomosc.html

GlaxoSmithKline ukarana sumą 93.000 dolarów za zabicie 14 dzieci

Jaka jest cena jednego zabitego szczepionkami dziecka dla firmy farmaceutycznej?
Około 6,5 tys. $. Firma Glaxo została ukarana sumą 93.000 $ za wykonywanie nielegalnych eksperymentów ze szczepionką przeciw pneumokokom na niemowlętach w Argentynie, w trakcie których zmarło 14 dzieci. W zestawieniu z wielomiliardowymi dochodami tej firmy z handlu szczepionkami, suma 93.000 za zabicie 14 dzieci jest szokująca i oburzająca.

Tymczasem prezes firmy GlaxoSmithKline został mianowany rycerzem przez Królową Anglii za „zasługi dla ekonomii i brytyjskiego przemysłu farmaceutycznego”.

Na podstawie: GSK fined over vaccine tests that killed 14 babies http://therefusers.com/refusers-newsroom/glaxosmithkline-fined-over-vaccine-tests-that-killed-14-babies/

Drugie życie po szczepieniu – historia Pani Elżbiety

Historia Pani Elżbiety Dybisławskiej ze Szczecina, która po szczepieniu przeciwko grypie doznała szeregu powikłań poszczepiennych, doświadczając również śmierci klinicznej. Chora na astmę kobieta, za namową lekarza przyjęła szczepionkę, jednak szczepionka okazała się o wiele bardziej groźniejsza w skutkach niż ewentualne powikłanie pogrypowe, które w ogóle nie musiałyby wystąpić nawet u osoby „przewlekle” chorej.

Źródło: www.szczepienia-stop.pl

Śmierć Jasia i Mateuszka po szczepionce Euvax B (2008 rok)

Jasia zabiła szczepionka Euvax B

Jaś Łuszczyński właśnie skończył sześć tygodni, gdy w przychodni zdrowia w Strykowie został poddany obowiązkowym, standardowym szczepieniom ochronnym. Zaaplikowano mu m.in. koreańską szczepionkę Euvax B, przeciw wirusowemu zapaleniu wątroby.

Nikt się nie spodziewał, że wstrzyknięto mu śmiercionośny płyn. Wieczorem następnego dnia chłopczyk zmarł w okropnych męczarniach w łódzkim szpitalu im. M. Konopnickiej. Czy zabiła go koreańska szczepionka? Na to wygląda.

Jest to drugi w tym roku tego typu przypadek w kraju - przyznaje Barbara Waleńciuk, naczelnik wydziału do spraw zapewnienia jakości produktu leczniczego w Głównym Inspektoracie Farmaceutycznym w Warszawie. - Główny inspektor farmaceutyczny zakazał stosowania i sprzedaży szczepionek z serii, po której dzieci zmarły. Zostały też wycofane z oddziałów noworodków w szpitalach i punktów szczepień w przychodniach w całym kraju.

Jaś urodził się 8 sierpnia w szpitalu w Głownie. Był silny, miał 60 cm długości i ważył prawie 4,5 kg.

- Z wrażenia, że następnego dnia mam ze szpitala odebrać żonę i syna, nie mogłem w nocy zmrużyć oka. Pojechałem po nich samochodem - mówi Przemysław Łuszczyński.
- Nie wierzyłam własnemu szczęściu. Gdy opuszczaliśmy szpital, synek był zdrowy jak ryba - Marzena Łuszczyńska, pokazuje dokumentację lekarską, którą czytała już chyba tysiąc razy. Jakby tam chciała znaleźć wyjaśnienie przyczyny śmierci jedynego dziecka...

Na Jasia czekało w domu łóżeczko, kolorowe ubranka oraz piękny wózek, który kupił mu tata. Chłopczyk dużo spał i jadł. Kiedyś dostał kolki. Ojciec zawiózł go do szpitala, gdzie lekarz przepisał mu kropelki. Dolegliwości szybko ustąpiły.

Pan Przemysław z bólem wraca do tych wspomnień. Mówi, że to były najpiękniejsze dni w jego życiu. - Niczego nie przeczuwaliśmy. Szczepienie Jasia przeciwko błonicy, tężcowi, krztuścowi, zakażeniom i wirusowemu zapaleniu wątroby typu B, zostało wyznaczone w drugą rocznicę naszego ślubu - mówi mężczyzna.

23 września rodzice pojawili się w przychodni. Niemowlęciu podano w zastrzyku szczepionki: DTP, ACT - Hib i nieszczęsną Euvax B. Chłopczyk płakał i wił się z bólu, ale nikomu nie przyszło do głowy, że to zapowiedź nieszczęścia. Przecież każdy maluch tak reaguje, gdy wbija mu się igłę w rączkę. Wieczorem chłopiec gorączkował. W nocy temperatura jednak się unormowała.

- Rano zawiozłem żonę do babci i wróciłem z synem do domu. Przygotowałem mu mleko. Nie chciał jednak jeść. Płakał. W pewnym momencie zauważyłem, że z nosa pociekła mu krew. Wziąłem go na ręce. Jaś przeraźliwie krzyknął dwa razy. Zrobił się potwornie blady, a jego drobne ciało przeszył jakby prąd. Stało się wiotkie - relacjonuje ojciec.

Mężczyzna natychmiast ułożył synka w nosidełku i zawiózł do przychodni zdrowia w Strykowie. Po drodze zauważył na ulicy żonę, ale nawet się nie zatrzymał, tylko krzyknął, że jedzie do lekarza. Kiedy dotarł, serduszko dziecka nie biło. Lekarka nie traciła jednak nadziei, że uda się go uratować. Kazała wezwać karetkę i zaczęła go reanimować, uciskając klatkę piersiową i pompując ustami powietrze do płuc.

- Nie wiedziałem co robić. Żona, która właśnie dotarła na miejsce, zaczęła krzyczeć. Dostała zastrzyk na uspokojenie. Pół godziny później przyjechała "erka". Ratownikom udało się przywrócić akcję serca i Jasia zabrano do szpitala im. Konopnickiej. Pojechaliśmy za nim.

Lekarze podłączyli niemowlę do aparatury. Gdy trafiło na oddział intensywnej opieki medycznej, jego rodzice już czuli, że mogą stracić synka. Poprosili o księdza. Liczyli, że jeszcze zdarzy się cud. Słyszeli przecież historie o tym, jak po chrzcie w dzieci wstępowały nowe siły i wracały do żywych...

Duchowny na główce umierającego zakreślił krzyż, pokropił ją wodą i powiedział: - Chrzczę ciebie Janie w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego.

Przemysław Łuszczyński wrócił do Strykowa, by o tragedii powiadomić rodzinę. Tam czekała na niego... policja.

- Zostałem zatrzymany. Musiałem wyjaśniać, jak to się stało, że mój synek trafił do szpitala. Później z funkcjonariuszami pojechałem do domu na przeszukanie. Zadawali mi dziwne pytania. Szukali śladów krwi. Bardzo ich zainteresowała siekiera, którą znaleźli w kuchni. Myśleli, że uśmierciłem nią niemowlę! - żali się mężczyzna.

Pan Przemysław prosił policjantów, żeby puścili go do umierającego dziecka. Bezskutecznie. O tym, że Jaś nie żyje, ojciec dowiedział się telefonicznie. Zadzwonili ze szpitala.

- Prokuratura w Zgierzu prowadzi śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci chłopca. Więcej na temat przyczyn zgonu będzie wiadomo, gdy otrzymamy wyniki sekcji zwłok, zwłaszcza badań toksykologicznych i histopatologicznych - mówi Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

W łódzkim sanepidzie nieoficjalnie mówi się, że do śmierci małego Jasia przyczyniła się koreańska szczepionka Euvax B. Ten lek od lat cieszy się złą sławą. Prof. Paweł Januszewicz, były krajowy konsultant ds. pediatrii, twierdzi, że tego preparatu nie powinno się używać do masowych szczepień, gdyż nie był testowany w tzw. badaniach klinicznych czwartej fazy (przeprowadzonych w Polsce).

W ubiegłym roku Światowa Organizacja Zdrowia ostrzegła, że szczepionka ta może wywoływać poważne powikłania, a nawet śmierć. Stało się to, gdy w Wietnamie odnotowano kilka zgonów związanych właśnie ze stosowaniem preparatu Euvax B. Także w Polsce, w 2007 r., zmarło 3 niemowląt, które zaszczepiono koreańskim specyfikiem. W maju tego roku główny inspektor farmaceutyczny nakazał wycofanie z obrotu wszystkich serii szczepionki wyprodukowanej w Korei. Lek został też zbadany w Państwowym Zakładzie Higieny. W lipcu ponownie dopuszczono go jednak do użycia, gdyż nie stwierdzono, aby preparat Euvax B był przyczyną śmierci dzieci. Po śmierci Jasia ponownie zakazano stosowania szczepionki.

Źródło: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/jasia_zabila_szczepionka_euvax_b_78836-1--1-d.html

Tego samego dnia z redakcją skontaktowała się pani Kazimiera Węgrzyk z Adamowic koło Raciborza, która przeczytała w internecie artykuł o śmierci Jasia po szczepieniu przeciwko WZW B. Również jej sześciotygodniowemu synkowi Mateuszowi pod koniec września w punkcie szczepień w Raciborzu zaaplikowano Euvax B.
- Wieczorem tego dnia Mateuszek zrobił się potwornie blady. Nie chciał jeść. Zatelefonowałam po pogotowie. Lekarz stwierdził jednak, że wszystko jest w porządku - opowiada pani Kazimiera.

Matka dziecka mówiła, że jej synek słabł w oczach. Następnego dnia pojechała z nim do szpitala w Zabrzu. Około godziny trzynastej chłopczyk stracił przytomność. Lekarze próbowali go reanimować. Niestety, bezskutecznie. Kazimiera Węgrzyk mówi, że tego dnia po ukazaniu się informacji o śmierci Jasia skontaktował się z nią telefonicznie lekarz, który wykonywał sekcję zwłok dziecka. Powiedział, że wszystko wskazuje na to, iż przyczyną zgonu jej synka była szczepionka z Korei.

Źródło: http://warszawa.naszemiasto.pl/archiwum/1808316,zabojcza-szczepionka-rodzice-drza-o-swoje-dzieci,id,t.html

Śmierć Damianka po szczepionce przeciwko błonicy, tężcowi i krztuścowi (2009 rok)

Dziecko umarło po szczepionce

- Boga nie ma! Najpierw dał nam dzieciątko, a za półtora miesiąca zabrał - łka Rafał Czacharowski (27 l.) z Ostródy (woj. warmińsko-mazurskie) i tuli żonę Kamilę.

Oboje strasznie cierpią od chwili śmierci ich maleńkiego synka Damianka. Maluch był przeziębiony, kiedy lekarka podała mu szczepionkę. Tego samego dnia wieczorem noworodek zaczął się dusić. Medycy nie byli w stanie go odratować...

Kiedy malec przyszedł na świat, rodzice nie posiadali się z radości. Był ich oczkiem w głowie, najcenniejszym skarbem. W pierwszej połowie czerwca przypadała im wizyta u lekarza rodzinnego. Właśnie wtedy Damian kończył 6 tygodni życia i miał być zaszczepiony obowiązkową szczepionką ochronną w jednej z niepublicznych przychodni w Ostródzie.

To było rutynowe szczepienie, na błonicę, tężec i krztusiec – wylicza ojciec Rafał Czacharowski. Do przychodni szliśmy bez obaw. Przecież my też taką szczepionką byliśmy szczepieni, inne dzieci otrzymują tą samą – dodaje.

Tego dnia w przychodni w kolejce do szczepienia było kilkanaścioro rodziców z noworodkami. Lekarz rodzinny przed szczepieniem badał każde dziecko w celu wykluczenia infekcji. Bo procedura szczepień zawsze wygląda tak samo. Dziecko musi być zdrowe i dopiero wtedy można podać zastrzyk. W innym przypadku podanie dziecku szczepionki może doprowadzić do wywołania choroby, a nawet do śmierci.

Lekarka zbadała małego, on pokasływał i miał zaczerwienione gardełko i pleśniawki w buzi. powiedziała, że nie ma przeszkód i małego zaszczepiła – opowiada ojciec zmarłego malca.
Damianek po szczepieniu wypił pełną butelkę mleka i zasnął. Nic nie zapowiadało dramatu, Czacharowscy pojechali w odwiedziny do rodziców Kamili, którzy mieszkają w Nidzicy. Ale kiedy dojechali na miejsce, chłopczyk był już rozpalony. Do tego doszedł duszący kaszel.

Wezwaliśmy pogotowie, a on zaczął się dusić. W pewnej chwili stracił przytomność – opowiada płacząc pan Rafał. Razem z ojcem zaczęliśmy go reanimować tak jak potrafiliśmy – dodaje.
Ratownicy nieprzytomnego Damianka zabrali do szpitala w Nidzicy. Chwilę po tym zmarł.
Jak to możliwe? Rano żył, a wieczorem już leżał w kostnicy martwy. To po tej szczepionce – mówi dziadek Damianka Andrzej Wejer (58 l.).

Wezwany na miejsce prokurator zarządził sekcję zwłok malucha.
– Czekamy na wyniki badań z zakładu medycyny sądowej. Wszczęliśmy też śledztwo w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci noworodka – informuje prokurator Marek Borowiecki, szef prokuratury w Nidzicy. – Sprawdzimy przebieg podania szczepionki i czy ona mogła mieć wpływ na śmierć dziecka – dodaje. Ale Damiankowi życia ani radości jego rodzicom nic już nie wróci...

Źródło: http://www.fakt.pl/Dziecko-umarlo-po-szczepionce,artykuly,46750,1.html
Kreator www - przetestuj za darmo